Emigracja – zmiana na lepsze?

Mniejsze lub większe zmiany są niezbędne w naszym życiu, lecz najczęściej budzą w nas pewien lęk. Bo tak naprawdę nie mamy pojęcia, co czai się za rogiem. Jesteśmy wtopieni w stabilną rzeczywistość, że zmiana nas niepokoi, ale z drugiej strony gapi się na nas wielkimi oczami ciekawość i ekscytacja. Jeszcze nie wiemy, czy ta nowość będzie dla nas zmianą na lepsze. I właśnie te myśli popychają nas do podjęcia ważnych życiowych decyzji. Takich trochę ryzykownych. Rozmarzeni patrzymy w dal zupełnie jakbyśmy spoglądali przez lornetkę. Nie jesteśmy w stu procentach pewni, co nas czeka, chociaż nasza wyobraźnia podsuwa nam piękny horyzont oraz nadzieję na lepsze życie.

Myślę, że bez zmian świat byłby nudny. One nadają życiu barw, stanowią ucieczkę od zabójczej monotonii. Czy tkwiąc cały czas w tej samej rutynie moglibyśmy w ogóle prawdziwie żyć? To na pewno zależy od każdego z nas. Są tacy, którzy uwielbiają zmiany i bez problemu dostosowują się do nich niczym zmieniający kolory kameleon. Inni natomiast ich nie lubią i ciężko się im zaadoptować do nowej sytuacji, w której często czują stres, niepokój, zagubienie i wewnętrzne rozdarcie.

Oczywiście czasem nie mamy wpływu na nieprzewidywalne zmiany, bowiem spadają na nas jak grom z jasnego nieba i zmieniają nasze życie o 180 stopni. Ale są też takie, które w głównej mierze zależą od nas.

Emigracja do Hiszpanii (nie licząc macierzyństwa, które wywróciło moje życie do góry nogami) to chyba jedna z największych zmian, jakie miały miejsce w moim życiu. Wyjazd do innego kraju to bardzo poważna decyzja. Czy ten pierwszy, odważny krok będzie początkiem czegoś lepszego? Okaże się po pewnym czasie. Uważajmy zatem, by nie palić za sobą żadnych mostów. Kto wie, czy prędzej, czy później nie będziemy zmuszeni wrócić z powrotem naszymi wydeptanymi do tej pory ścieżkami?

Dlaczego więc emigracyjny start to takie trudne, a zarazem ekscytujące doświadczenie? Na obczyźnie wszystko, co nas otacza jest nowe, nieznane. Ludzie, klimat, otoczenie. Znajdujemy się w zupełnie innej rzeczywistości. Z jednej strony jest to fascynujące, z drugiej wywołuje mniejszy lub większy lęk. Do tego dochodzi cały szereg różnych czynników, które mają silny wpływ na naszą psychikę. Bariera językowa, poczucie wyobcowania, różnice kulturowe, samotność, tęsknota. Możnaby wymieniać długo.

Wiele osób stawiając pierwsze kroki w obcym, dalekim od rodzinnych stron miejscu, przyznaje, że nie było łatwo, że podupadli wtedy psychicznie. Jedni się z tego stanu wykaraskają, poskładają swój mały świat ze wszystkich roztrzaskanych kawałków, odnajdą siebie na nowo i będą szczęśliwi. Inni natomiast, wrócą tym przysłowiowym mostem, skąd przyszli.

Co tak naprawdę nas popycha w ten nieznany, zwariowany, daleki świat? Co sprawia, że podejmujemy decyzję o pozostawieniu wszystkiego za sobą i rozpoczęciu życia w całkiem nowym środowisku? Czy pragniemy od czegoś uciec? Uwolnić się od naszej nieudanej przeszłości? Od tego, co było? A może uciec przed samym sobą? Ile osób, tyle odpowiedzi. W poszukiwaniu siebie, w pogoni za szczęściem, lepszą pracą, czasem też podążając za miłością, podejmujemy ryzyko. W pojedynkę, z naszą drugą połówką, z rodziną, z dziećmi. Zawsze jest to ogromna zmiana.

Na początku mogą nami targać mieszane uczucia. Może ogarniać nas zwątpienie, czy aby nie popełniliśmy błędu. Albo wręcz przeciwnie. Możemy być w fazie euforii, zafascynowani nową kulturą. Z różowymi okularami na nosie, o wiele szczęśliwsi niż w ponurej Polsce. Opcji jest wiele. Proces adaptacji na emigracji jest tak skomplikowany jak każdy człowiek, a wiadomo, że wszyscy jesteśmy różni i porąbani na swój sposób. Tak więc emigracyjne historie nigdy nie będą takie same. Mogą być jedynie do siebie podobne.

A Wy pamiętacie Wasze początki w obcym kraju? Jesteście w stanie przypomnieć sobie, jakie uczucia Wam towarzyszyły i jak sprostaliście temu życiowemu wyzwaniu?

Czym jest dla Was emigracja? Jej doświadczenie samo sprawiło, że definicja ta wyryła się w naszym sercu na zawsze. Dla każdego bowiem będzie brzmiała inaczej. Jaki miała, bądź ma dla Was smak emigracja? Słodki, kwaśny, słony, czy gorzki? A może była lub jest ich wybuchową mieszanką? Obstawiam, że to drugie. Niemożliwe, aby wiecznie smakowała tak samo…

Emigracja to pojęcie zmieniające się jak w kalejdoskopie. Nigdy nie będzie czymś stałym. Dzisiaj jest niezapomnianą przygodą, nazajutrz zmienia się w prawdziwą szkołę życia. Jest jedną wielką zmianą, tak jak zmienni jesteśmy my i nasze myśli. Naszą emigracyjną codzienność, zwłaszcza na początku, będą nawiedzać ponure demony w postaci wątpliwości, smutku i złych, depresyjnych dni. Dobre chwile oświecą niełatwą drogę niczym małe światełko w ciemności. I oby przyszedł taki moment, kiedy widząc swoje odbicie w lustrze, tudzież w przydrożnej kałuży pod domem, z szerokim uśmiechem powiemy do siebie szczerze: Warto było! Najważniejsze w tym wszystkim jest, czy tak naprawdę czujemy się szczęśliwi, czy nie robimy czegoś wbrew sobie. To jest bowiem kluczowe.

Skąd mamy też pewność, że któregoś dnia nie zatęsknimy i przez naszą głowę nie przetoczy się tysiąc myśli o powrocie? A może gdzieś w głębi nas zakiełkuje całkiem nowy pomysł i zamarzy się nam życie w jeszcze innym niż Polska, miejscu? Jest jeszcze jedna opcja – nie zamienimy naszego obecnego miejsca za nic w świecie, bo z całym przekonaniem przyznamy, że życie tu to najlepsza zmiana, jaka mogła nas spotkać.

Jednak emigracja, choć pozornie kolorowa, nie dla wszystkich będzie zmianą na lepsze. Aby się o tym przekonać, trzeba doświadczyć tego na własnej psychice i być może nie raz się sparzyć. A jak było/jest w Waszym przypadku? Czy z perspektywy czasu możecie powiedzieć, że emigracja stała się dla Was zmianą na lepsze?

Jeśli podoba Ci się mój blog, zachęcam Cię do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku i Instagramie.

5 comments

  1. Ja to się trochę zakręciłam. Wyjechałam w 2013 do niemiec, do pl wróciłam w 2016do 2017… w 2018 znowu pojechałam do Pl juz na dłużej. I wróciłam do niemiec w 2021… okazuje się, że mi jest najtrudniej się zaaklimatyzować. Mój mąż od 2013 siedzi w Niemczech i lubi swoją pracę. A ja? Lubiłam swoją pracę w Pl a tu, nie znam na tyle języka aby pracowac w swoim zawodzie… I chyba to mnie blokuje.. I poki co dzieci, ale to już końcówka ich etapu „nadopieki”

    Polubione przez 1 osoba

    • Niektórym ciężko jest się zaklimatyzować w nowym miejscu, a na pewno jeszcze trudniej, jak się miało fajną pracę w Polsce. No i dzieci… skąd ja to znam. A jak jeszcze dochodzi do tego bariera językowa to może nie być łatwo. Powodzenia!

      Polubienie

    • Ja uważam, ze trzeba być w życiu szczęśliwym. Czasami długo trwa zanim sobie to uświadomimy. Wiem, ze dzieci są ważne, ale jeśli my jesteśmy nieszczęśliwi i nie korzystamy w pełni ze swojego życia, to jaki to może mieć wpływ na nasze dzieci w przyszłości? Tylko ty znasz powody emigracji, wiesz jak twoje dzieci radzą sobie ze zmianami i czy warto odczekać jeszcze chwile póki dorosną, czy podejmować ryzyko. Mam nadzieję, ze praca nie jest jedynym powodem, dla którego twój mąż woli mieszkać w Niemczech niż w Polsce. Trudny orzech do zgryzienia, mam nadzieje, ze uda Wam sie podjąć wspólnie decyzje, która będzie najodpowiedniejsza dla Waszej rodziny. Pozdrawiam

      Polubienie

      • W Polsce ciężko się wychowuje dzieci samemu – bez męża. Połączyć pracę i opiekę nad przedszkolakami, wymaga pełnych obrotów. Moi rodzice planowali na stałe do Irlandii do mojej siostry pojechać (ale zaskoczyła ich pandemia i musieli to odlozyc… może temat wroci znowu na tapetę, bo pandemia się podobno skonczyła). Chłopcy bardzo chcieli mieszkać z tatą… Biorąc pod uwagę, że zapewne będziemy pracować do 70rż mam czas na precyzyjną naukę języka, zrobienia kursów i poszukania dobrej pracy, której tu w Niemczech nie brakuje… tylko jest to plan długoterminowy…

        Polubienie

      • Myśle, ze wychowywanie dzieci w pojedynkę jest ciężkie niezależnie od lokacji. My przez pierwsze 5 lat po urodzeniu pierwszego dziecka tu w UK, a później drugiego, mimo, ze mieszkaliśmy razem z mężem, kompletnie nie spędzaliśmy czasu razem. Chodziliśmy naprzemian do pracy i mieliśmy może 1 wieczór tygodniowo razem. Bardzo stresujący okres dla naszego małżeństwa, dlatego tez wiedzieliśmy, ze musimy to zmienić i tak zrobiliśmy. Teraz mam czas dla siebie, dzieci maja mamę i tatę w tym samym czasie, ale jednak ciągnie nas do Polski. Moj mąż długo nie chciał wracać, ale pewnego dnia zmienił zdanie. Tez musiałam pójść na kompromisy, bo jego plan powrotu odbiegał od mojego, ale chyba na tym polega małżeństwo. Dodam, ze ja pracuje od dobrych kilku lat w zawodzie, tylko z Anglikami. Praca mi daje dużo satysfakcji, ale nie sama praca żyje człowiek. Wierze, ze w Polsce sobie poradzę ze swoimi umiejętnościami. Myśle, ze masz dobry plan, jeśli wiesz, ze zostaniesz w Niemczech aż do emerytury, to zaciśnij zeby i idź do przodu. Ucz sie języka, zrob konkretny kurs, zapisz na na jakiś wolontariat, co pozwoli ci zdobyć doświadczenie i przebić sie. Inwestuj we własny rozwój. Nie koncentruj sie tylko na pieniądzach, skoro wiesz, ze tam zostajecie. Poznawajcie kraj, oglądajcie niemieckie seriale, wiadomości. Żyjcie i bądźcie szczęśliwi tam gdzie jesteście.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s