Emigracyjne przemyślenia, czyli o tym jak zmieniła mnie Hiszpania

Emigracja to nie tylko wyjazd z ojczyzny i odkrywanie nowego kraju. To również podróż w głąb siebie, podczas której towarzyszy nam nie tylko walizka z ubraniami i osobistymi rzeczami. Opuszczając miejsce, z którym byliśmy mocno związani, przede wszystkim zabieramy ze sobą nasz dotychczasowy bagaż, który nosiliśmy przez całe życie. Zostawiamy gdzieś z tyłu cząstkę siebie, swoją kulturę i wszystko, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Tego nie możemy spakować do podróżnej torby i przywieźć razem z nami, ponieważ nosimy to w sobie. Istnieją pewne rzeczy, których nie możemy wyjąć z walizki, włożyć na siebie niczym ubrania i żyć, jak dawniej. Tak naprawdę musimy się z tym pożegnać, zamknąć za sobą pewien etap życia i odkryć siebie na nowo. Żyjąc na emigracji, stajemy się kimś innym, niż byliśmy do tej pory.

Ostatnio czytałam ciekawy artykuł pt. Emigracja – źródło nowej tożsamości? mówiący o psychologicznych aspektach emigracji, co zainspirowało mnie do emigracyjnych przemyśleń. Opowiadał on m.in., że żyjąc w innym kraju, nasza tożsamość poszerza się o nowe elementy. Poprzez porozumiewanie się w nowym języku, stajemy się trochę innym człowiekiem, a bytując w odmiennej kulturze, swoją własną postrzegamy z innej perspektywy. Dzięki poznaniu nowej kultury, odkrywamy także nowe sposoby wyrażania siebie. Według autora artykułu, „życie na emigracji nierozłącznie wiąże się z doświadczeniem straty w różnych obszarach naszego życia”. Tracimy również ciągłość naszej tożsamości, ciągłość tego kim jesteśmy.

W nowej emigracyjnej rzeczywistości nasza tożsamość ulega przemianie, musimy zbudować ją od nowa. Stoczyć wewnętrzną walkę i zamknąć za sobą drzwi. Czy jest to łatwy proces? Nie u każdego na pewno przebiega w jednakowy sposób i zależy oczywiście od osoby. Różnimy się bowiem pod wieloma względami. Każda psychika jest inna, w różny sposób postrzegamy też świat. Niektórzy być może nie bedą musieli toczyć ze sobą żadnych bitew.

Od mojego przyjazdu do Hiszpanii minęły już 4 lata. Przez ten czas dużo się we mnie zmieniło. Teraz mam inne spojrzenie na świat, życie, na wiele spraw. Moja emigracyjna przygoda rozpoczęła się w Ourense, w Galicji. W Hiszpanii byłam od początku zakochana, lecz zaadaptowanie się w nowym miejscu okazało się nie być już tak kolorowe. Z perspektywy czasu myślę jednak, że tkwiło to tylko we mnie. Najtrudniejsze bitwy na „emigracyjnym polu” przyszło mi stoczyć właśnie z samą sobą. Nie doznałam żadnego szoku kulturowego, od samego początku hiszpański świat bardzo mi się podobał. Nie chodziło o to, że coś z zewnątrz na mnie negatywnie wpływa. Natomiast coś działo się wewnątrz mnie, a ja wtedy sama nie potrafiłam tego nazwać, ani zrozumieć.

Bariera językowa na początku istniała w mojej głowie, lecz nie stanowiła dla mnie większego problemu, ponieważ znałam język na tyle, aby się mniej więcej porozumieć. Nie czułam się więc wyobcowana z nowego środowiska. To właśnie dzięki znajomości języka nie miałam trudności z poczuciem przynależności do hiszpańskiej społeczności, która jest moim zdaniem bardzo przyjazna. Na początku czułam się jednak samotna i trochę zagubiona. Tęskniłam za rodziną, za Polską. Czasem poczucie rozdzierającej mnie od wewnątrz nostalgii było nie do zniesienia. W takich chwilach marzyłam o powrocie do kraju, sprawdzając loty w Internecie, mając wielką ochotę rzucić to wszystko, wsiąść do samolotu, zostawić raz na zawsze tę „moją” Hiszpanię.

Niby było mi dobrze, niby byłam szczęśliwa. Zamieszkałam w końcu w kraju, który wcześniej był dla mnie tylko odległym marzeniem. Jednak moja podświadomość mówiła co innego. Wyraziło się to w niezrozumiałym dla mnie stresie, który nasilił się we mnie na początku mojej emigracyjnej drogi. Czasem miałam wrażenie, że sobie z nim nie radzę. Sama nie mogłam wtedy zrozumieć, co się ze mną dzieje. Teraz, patrząc wstecz, rozumiem.

Dzisiaj wiem, że wynikało to z tego, że nie potrafiłam zamknąć za sobą starych drzwi, świadomie zakończyć etapu życia w Polsce, w której się wychowałam i żyłam od urodzenia. Nie mogłam się chyba z tym pogodzić i przez to nie było łatwo otworzyć mi się na nową rzeczywistość. Nie umiałam pożegnać się z moim bagażem, który nosiłam przez całe dotychczasowe życie. Może jest to kwestia przyzwyczajenia, wszystko zależy też od danej osoby, od jej charakteru, wrażliwości, jak reaguje na zmiany, jaką ma odporność na stres. Musiałam poskładać siebie od nowa, otworzyć kolejne drzwi, zbudować moją nową tożsamość. Na początku towarzyszyło mi poczucie wielkiej straty. Wtedy sama nie wiedziałam dokładnie, czego mi tak naprawdę brakuje, co właściwie tracę. Nie umiałam nazwać tego po imieniu.

Teraz wiem, że doskwierało mi uczucie ogromnej pustki, ponieważ w Polsce zostawiłam kawałek siebie, część mojego świata, do którego tak bardzo przywykłam. Doświadczenie to nie było łatwe, lecz bardzo potrzebne do ukształtowania mnie na nowo i przyczynienia się do tego, kim jestem teraz. Ludzka siła wyrasta ze słabości (Ralph Waldo Emerson). W końcu nadszedł dzień, w którym wygrałam tę walkę i poczułam spokój. Z całym przekonaniem sama wtedy przed sobą przyznałam, że Hiszpania to mój dom. Stało się to podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce. Odczułam wtedy tęsknotę za Hiszpanią i wtedy zrozumiałam, że teraz tam jest moje miejsce. Nadszedł odpowiedni czas i stare drzwi same się za sobą zamknęły, a ja zrozumiałam sens wszystkiego.

Co ta Hiszpania w sobie ma? Czy w tym kraju życie jest idealne? Oczywiście, że nie. To nie żadna idylla, wyspa szczęścia, ani beztroskie „życie jak w Madrycie” pozbawione trosk i zmartwień. Jednak Hiszpania dla mnie ma to „coś”, co właśnie mnie do niej przyciągnęło. Lepiej i lżej się tutaj żyje w tym nieperfekcyjnym świecie. Oczywiście na całej kuli ziemskiej ludzie są do siebie podobni, mają takie same cechy. Nie chcę kategoryzować, ale z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że Hiszpanie są bardziej szczęśliwi, a przynajmniej wydają się takimi być. Dlaczego? Bo mają lepsze podejście do życia, potrafią się nim cieszyć. Inaczej patrzą na problemy i w inny sposób je przeżywają. Cieszą się drobiazgami. Zwykła rozmowa z obcą osobą i jej uśmiech może osłodzić Twój dzień. Taka drobnostka, ale jakże ważna, może sprawić że nasza codzienność staje się o wiele lepsza.


Życie w Hiszpanii pokazało mi, że można żyć inaczej. Spokojniej. Bez zawiści, z dala od wścibskości i oceniania, z większym niż w Polsce luzem, z uśmiechem. Od Hiszpanów nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy, doceniać zwykłe chwile, które zaraz stają się jedynie wspomnieniem, więc warto dbać o to, aby były piękne. Nauczyłam się także większej odwagi, radzenia sobie ze stresem oraz nie przejmowania się tym, co ludzie pomyślą bądź powiedzą. Tutaj każdy żyje, jak chce i nikt w to nie wnika. Nikt nikogo nie ocenia.

Pandemia zmieniła wiele nie tylko w Hiszpanii. Sami Hiszpanie, z którymi rozmawiam przyznają, że kiedyś było tutaj lepiej, weselej, lecz ja nadal dostrzegam pozytywne strony życia w tym kraju i cieszę się, że mieszkam tutaj, a nie w Polsce. Pandemia w moim odczuciu w żaden sposób na to nie wpływa. Ludzie mimo wszystko wydają się być tutaj bardziej szczęśliwi i ja również czuję się w Hiszpanii szczęśliwsza. Za Polską już nie tęsknię. Wolę żyć w hiszpańskim świecie, który jest dla mnie o wiele bardziej kolorowy. Istnieje tutaj coś, czego na próżno szukać w szarej polskiej rzeczywistości. Dużo łatwiej i lepiej żyje mi się pośród ludzi o hiszpańskiej mentalności, z ich optymizmem, który jest potężniejszy niż zatruwanie sobie życia problemami.

Na bycie szczęśliwym nie powinno mieć wpływu miejsce, w którym się znajdujemy. Prawdziwe szczęście nosimy przecież w sobie. Jednak aby je odnaleźć wewnątrz siebie, wydaje się to już bardziej skomplikowane. Z perspektywy czasu widzę, że w Polsce nie czułam się naprawdę szczęśliwa. Byłam bardziej nerwowa i zamknięta. W inny, bardziej negatywny sposób patrzyłam na życie. Czegoś mi tam brakowało, lecz dostrzegłam to dopiero tutaj wraz z upływem czasu. W Hiszpanii czuję większą wolność. Żyjąc w tym kraju stałam się trochę innym człowiekiem. Myślę, że na moją przemianę wpłynęła mentalność otaczających mnie ludzi, odmienna kultura oraz mówienie w nowym języku. Teraz, słowo „emigracja” brzmi dla mnie dziwnie i jest mi obce. Nie czuję się jak emigrantka. Jestem u siebie w domu.

Hiszpania dużo we mnie zmieniła. Pokazała mi totalnie inną, lepszą stronę życia. Życie na emigracji przyczyniło się w sposób pozytywny na ukształtowanie mojej wizji świata. Pozwoliło mi spojrzeć na wszystko z całkiem innej, lepszej perspektywy. W Hiszpanii nauczyłam się żyć chwilą, doceniać każdy drobiazg, każdy ulotny moment. Dzięki temu potrafię nie wyolbrzymiać problemów, a skupiać się na pozytywach. Mniej narzekać, przesadnie nie martwić, a więcej cieszyć się życiem. Wyjazd do Hiszpanii to moje najlepsze doświadczenie, prawdziwa lekcja życia i przede wszystkim zmiana. Zmiana na lepsze.

A na Was jak wpłynęło życie na emigracji? Czego Was nauczyło? Czy również macie wrażenie, że żyjąc w innym kraju staliście się „nowym” człowiekiem?

Źródła:
https://www.roots-psychotherapy.com/post/emigracja-źródło-nowej-tożsamości

Jeśli podoba Ci się mój blog, zachęcam Cię do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku i Instagramie.


One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s