Oskarżenie o plagiat, czyli moje początki blogowania

Już dawno zbierałam się do napisania tego artykułu i długo zastanawiałam się, czy ma to sens. Ostatecznie stwierdziłam, że tak i właśnie wraz z weną przyszedł na to czas.

Plagiat – czy na pewno?

Moje początki blogowania nie należą do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych. Po około trzech miesiącach od rozpoczęcia pisania bloga, zostałam oskarżona o plagiat przez jedną z blogerek. Zarzuciła mi kopię nazwy bloga, mojego logo, jak również niektórych fragmentów artykułów. Jej zdaniem, cały mój blog jest plagiatem i w dodatku miałabym czerpać korzyści z jej prac i przypisywać sobie za nie zasługi. Jakie korzyści i zasługi, wie chyba tylko ona. Prowadzenie bloga to moje hobby. Jedyny profit, jaki z tego mam to moja przyjemność z pisania.

Chociaż od tego zdarzenia upłynęło już trochę czasu, zainspirowało mnie ono do napisania niniejszego tekstu. A dlaczego dopiero teraz? Bo „zdradliwa jest wena, raz jest, raz jej nie ma” (Kaliber 44). Dzisiaj jednak się pojawiła. Zacznijmy więc od tego, czym w ogóle jest plagiat, bo słowo to jest często przez wielu nadużywane.

Plagiat nie jest zdefiniowany w przepisach prawa. Jest sformułowaniem potocznym, tak więc przypisuje się mu bardzo różne i szerokie znaczenie. Mówiąc najprościej, słowo „plagiat” pochodzi od łacińskiego plagium, co oznacza „kradzież”, czyli kradzież własności intelektualnej. To naruszenie praw autorskich polegające na przywłaszczeniu sobie całości lub części cudzego utworu poprzez rozpowszechnianie go (bez zmian lub przerobionego) pod własnym nazwiskiem. Plagiat to zwykłe oszustwo.

Należy podkreślić, że sam pomysł, temat, czy styl nie są objęte ochroną prawa autorskiego. Prawo to chroni wyłącznie sposób wyrażenia.

Ustawa o prawie autorskim w art.  1 ust. 21 mówi:

Ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia; nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne.

Dana tematyka może być więc podjęta przez inne osoby. Nie jest zabronione pisanie na takie same tematy. Prawo autorskie chroni treść, jej indywidualność, formę wyrażenia oraz twórcze elementy użyte w utworze.

Blogerka ta, moim zdaniem, oskarżyła mnie o plagiat w sposób najgorszy z możliwych, umieszczając na swoim fanpage´u podobne fragmenty naszych tekstów do osądu swoich czytelników. Doczepiła się również do samego tytułu jednego z moich artykułów, twierdząc, że to również kopia, wprowadzając ludzi celowo w błąd, ponieważ nie wgłębiając się w sprawę i działając pochopnie, myśleli, że chodzi o cały artykuł. Pani ta, według mnie, dokonała samosądu, a dla mnie jej analiza nie była do końca prawdziwa.

Czy aby stwierdzić plagiat nie należałoby się przyjrzeć artykułom w całości? Tytuł też może stanowić kopię, ale czy w Internecie nie znajdziemy mnóstwa podobnych tytułów? Czy od razu trzeba oskarżać kogoś o najgorsze? Owszem, niektóre fragmenty, według blogerki przeze mnie skopiowane, były podobne do fragmentów z jej prac, ale podobieństwo jeszcze nie świadczy o plagiacie. Normalne też jest, moim zdaniem, że pewne wycinki opisujące np. hiszpańską korridę, czy wyjaśniające wyrażenia potoczne, będą do siebie zbliżone. Ludzie mogą mieć również podobne przemyślenia, co nie oznacza od razu popełnienia przestępstwa, jakim jest plagiat.

Nie podszywałam się pod jej myśli, ani nie ukradłam niczyjej własności intelektualnej. Pewne fragmenty napisałam po prostu podobnie. Zwrotów z hiszpańskiego slangu również nie da się za bardzo przetłumaczyć w inny sposób i możliwe jest, że nie tylko ona wpadłaby na taki pomysł. Rozpatrując czy doszło do plagiatu, bierze się również pod uwagę, jak duże jest prawdopodobieństwo powstania podobnego utworu w przyszłości.

Moim zdaniem, opisując korridę, wyjaśniając znaczenie hiszpańskich kolokwializmów, czy pisząc na temat zakazów w Hiszpanii, (bo tych tekstów dotyczyły zarzuty), bardzo możliwe jest, że niektóre fragmenty artykułów, załóżmy kilku osób, będą do siebie podobne i wcale nie musi to jeszcze świadczyć o kopiowaniu. Poza tym, zawsze, gdy korzystam z innych źródeł, wymienione są one na końcu tekstu.

Więc o jakiej kradzieży własności intelektualnej w ogóle tutaj mowa? Widziałam również na pewnym blogu, kolejny podobny artykuł na jeden z powyższych tematów, to dlaczego akurat blogerka ta czepiła się właśnie mnie?

Inną sprawą jest stworzenie przez autora czegoś całkowicie odmiennego, bardzo trudnego, czy wręcz niemożliwego do powielenia przez innych.

Jakie jest prawdopodobieństwo użycia przez dwie osoby tego samego pytania np. w zdaniu: „W Villanueva de la Torre, w nocy i podczas sjesty nie mogą szczekać psy. Tylko jak wytłumaczyć to psu?” lub zastosowania podobnego żartu o robieniu „babek” z piasku na plażach Teneryfy, gdzie zakazane jest robienie zamków z piasku?

Takie prawdopodobieństwo jest ogromne, bo nie jest to żadne oryginalne odkrycie i każdy z nas mógłby wpaść na tę samą myśl, tak że, według mnie, przesadą jest oskarżać kogoś w tym przypadku o plagiat. To były moje własne myśli i byłam nieświadoma, że ktoś już użył ich wcześniej w swoich pracach. Już nie wspominam tutaj nawet o zbliżonym tytule artykułu dotyczącego dwujęzyczności dziecięcej, bo jak dla mnie, to doszukiwanie się dziury w całym.

Nie rozumiem, dlaczego blogerka ta rozpętała taką aferę, oskarżając mnie o plagiat publicznie w mediach społecznościowych. Napiętnowała mnie od razu na starcie, podważając moją wiarygodność, kreatywność i dobre imię. Tylko ona wie dlaczego postąpiła w ten sposób. Odniosłam wrażenie, że w dodatku się z tego powodu cieszy. Bardzo szybko przypięła mi łatkę plagiatorki. Ja jednak się z tym nie utożsamiam.

Nie jestem złodziejką

Nie ukrywam, że na początku zabolało mnie to, ponieważ niczego nikomu nie ukradłam. Dopiero zaczynałam się też w tym obracać i nie bardzo wiedziałam, jak zachować się w tej sytuacji. Teraz, gdyby spotkało mnie to po raz drugi, postąpiłabym zupełnie inaczej. Widząc, że jej czytelnicy piszą na moim fanpage´u nieprawdziwe komentarze i wydają mi opinie, które, według mnie, były niesprawiedliwe, byłam o krok przed usunięciem mojego bloga.

Odniosłam wrażenie, że osoby te są w jakiejś zmowie i bezpodstawnie mnie atakują. Że to jakaś internetowa nagonka. Już samo może o tym świadczyć, że publikując skopiowane według niej fragmenty, blogerka ta napisała, że zrobiła to (również) za namową ludzi na Instagramie. Opowiadała także o całej sytuacji w swojej relacji w mediach społecznościowych. Nie życzę sobie, aby temat mojej osoby był przedmiotem publicznej dyskusji!

Mało tego, „dzięki” tej Pani zablokowano mnie również na pewnej facebookowej grupie, po czym doszły mnie słuchy, że administratorka tej grupy podała do wiadomości: „Była wśród nas użytkowniczka, która raz za razem popełniała plagiat kradnąc treści z innego bloga”. Na jakiej podstawie wydała taki osąd? Bo plagiat wcale nie jest lekkim oskarżeniem, a ja nie jestem złodziejką.

Na owej grupie, niektóre Panie osądziły mnie i poddały krytyce, pisząc obraźliwe komentarze pod moim adresem np. że „jestem głupia”, „chora”, „mam nierówno pod sufitem” itp. Jestem przekonana, że takie wypowiedzi mówią bardzo wiele o nich samych. Jedna z komentujących napisała, że „ma nadzieję, że ktoś mi zbanuje bloga”. Tylko na jakiej podstawie miałby to robić? W głowie się nie mieści ile w ludziach jest zawiści. I taką dyskusję podjęły po usunięciu mnie z grupy!, o czym ja i tak się dowiedziałam (mam swoje dojścia 😉).

Czy to jest w porządku? Bezczelnie obgadać kogoś za plecami, nie dając szansy na obronę? Wydać bezpodstawny osąd? Jestem pewna, że nie potrafiłyby powiedzieć mi tego prosto w oczy. Wygląda na to, że w Internecie można więc pisać wszystko nie ponosząc żadnych konsekwencji. Niejednemu radziłabym jednak ugryźć się w język, jak również powstrzymać stukające w klawiaturę palce, zanim wypowie się na temat, którego należycie nie zgłębił i na dodatek przy okazji kogoś oczernił.

Czuję, że nie zasłużyłam na takie niesprawiedliwe ocenianie przez osoby, które mnie nie znają i nie wiedzą, jak było naprawdę. Na szczęście nie wzięłam sobie do serca tych negatywnych osądów, ponieważ są one dla mnie po prostu fałszywe. A że jestem osobą, która nie tak łatwo się poddaje, nie zrezygnowałam z dalszego prowadzenia bloga.

Na początku miałam mieszane uczucia. Czułam, jakby ktoś podciął mi skrzydła. Chwilowo zwątpiłam w pisanie. Wielu nie zdaje sobie sprawy, czym tak naprawdę jest plagiat, a osoba kojarzona z jego popełnieniem może być odbierana negatywnie. Trudno, takie życie! Ja jednak wiem swoje i nieważne jest, co myślą o mnie inni. Dużo ważniejsze jest, co ja sama o sobie myślę.

A jeśli ktoś jeszcze ma jakiś problem z moim blogiem, to bardzo proszę skierować swoje kroki do sądu, a nie wysuwać oskarżenia w Internecie. Radziłabym również być ostrożniejszym w słowach oraz posługiwać się terminem „plagiat” bardziej świadomie.

Copyscape i Google

Po całym zajściu zaczęłam wgłębiać się w temat. Taka już jestem. Miałam też mętlik w głowie i nawet przeszło mi przez głowę, że może dopuściłam się plagiatu nieświadomie. Szybko jednak odsunęłam od siebie tę myśl. Czy w ogóle można zrobić to nieświadomie? Od początku bowiem czułam się niewinna i spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba i wcale nie było miłe.

Wykupiłam nawet wtedy program antyplagiatowy Copyscape, który nie wykazał kopii moich treści, ani dopasowań do innych stron oraz potwierdził, że moje teksty są oryginalne. Wprowadziłam również, według niej skopiowane fragmenty w wyszukiwarkę Google, co również nie wykazało duplikatu. Więc o co chodzi?

Kopia nazwy bloga?

Nazwa jest zbliżona, ale kopią nie jest. Moim zdaniem dwie nazwy się różnią. Tym samym niemożliwe jest, aby ktoś pomylił nasze blogi. Zakładając tę domenę, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę kogoś kopiować lub się na kimś wzorować. Matka Polka w Hiszpanii – nazwa ta jest mi po prostu bliska, bo jestem mamą dwójki dzieci. Nie świadczy od razu o kopiowaniu! Nie mogę zrozumieć, że komuś może to przeszkadzać i przez niektórych odbierane jest w taki sposób. Ale to już nie mój problem.

Kopia logo?

Jestem pewna, że moje logo nie jest plagiatem, ponieważ tworząc je, nie użyłam żadnych elementów z logo tej blogerki.

Kopia całego bloga?

Po całej aferze, „dzięki” osądom tej Pani, publikując moje artykuły na niektórych grupach na Facebooku, natknęłam się na dwie osoby bezpodstawnie zarzucające mi plagiat, które nie zdają sobie sprawy ze swoich wypowiedzi. Komentarze te zawierały tylko puste, nic nieznaczące słowa w stylu: „Z tego, co mi wiadomo, ten blog jest plagiatem X bloga”. Pytam, skąd Ci wiadomo? Co za absurd! Są to po prostu nieuzasadnione zarzuty, czego osoby te nie są nawet świadome.

Zanim zabierzesz głos bez wgłębienia się w temat, przypomnę Ci, że prawo autorskie chroni utwór. Należałoby rozpatrzeć w takim razie, czy blog można w ogóle uznać za utwór. To samo tyczy się jego nazwy. Nawet jeśli blog spełniałby przesłanki utworu, moja strona nie jest żadnym plagiatem!

Bądź świadomy o co oskarżasz

Oskarżenie o plagiat jest tak samo poważne, jak popełnienie go, więc radzę uważać, zanim wydasz pochopny osąd, który może być fałszywy, bo również ja mogę oskarżyć Cię o zniesławienie. Plagiat to jeden z najgorszych zarzutów, jaki można postawić twórcy, więc powinniśmy być bardzo ostrożni. Emocje nie są w tym wypadku dobrym doradcą, a wyroki podejmowane pod ich wpływem mogą okazać się niesłuszne.

Pamiętam, że blogerka ta poprosiła mnie o usunięcie całych artykułów, w których były zawarte skopiowane, według niej, fragmenty. Szkoda, że nie wpadła na pomysł, że je po prostu przeredaguję, jeśli była tak wielce urażona ich podobieństwem. Według mnie, przesadziła. Kim ona jest, aby decydować o usunięciu moich własnych tekstów? Nie spełniłam jej prośby. Jeśli ma jakiś problem, tak jak wspomniałam wcześniej, niech udowodni mi to w sposób poparty prawem, zamiast dokonywać linczu w Internecie. Zawsze bowiem istnieje zasada domniemania niewinności.

Czy naprawdę musiała posuwać się aż do takich metod? Istniały, moim zdaniem, inne formy załatwienia sprawy w sposób bardziej przemyślany i ugodowy.

Jestem sobą

Zarzucała mi również, że nieudolnie kopiuję styl jej pisania, używam podobnych żartów itp. Ja jednak się z tym nie zgadzam. Jestem sobą. Nikogo nie naśladuję. Jeśli ona twierdzi inaczej, to już nie mój problem i zwyczajnie mnie to śmieszy. Niech żyje dalej w takim przekonaniu. Nie moje życie, nie moja sprawa. Dla mnie liczą się inne priorytety.

Nie pozwolę jednak, aby bezpodstawnie oskarżano mnie o kradzież. Nikt nie zabroni mi pisać stylem, który wychodzi ze mnie sam. Zabawne są wręcz te porównania. Pani ta chwaliła się również na Instagramie, że jest najlepsza i to dlatego miałabym kopiować właśnie od niej. Gratulacje, bądź najlepsza, ale daj żyć innym i ich bezpodstawnie nie oskarżaj!

Uważam, że zostałam niesprawiedliwe osądzona i dlatego nie będę siedzieć cicho. Uwieczniłam zatem moje myśli na blogu. Wiem, że mało kogo to obchodzi, ale jednak zdecydowałam się o tym napisać. Choćby dla siebie. Kto będzie chciał, przeczyta. Pamiętam, że blogerka ta zasłaniała się poparciem wśród ludzi, a ja reasumując pozwolę sobie posłużyć się następującym cytatem:

Bycie w zgodzie z własnymi wartościami wymaga czasami stania samotnie. Uczciwość wobec siebie jest warta więcej niż akceptacja tłumu.

Autor nieznany

I to by było na tyle. Napisałam to, co leżało mi od dłuższego czasu na sercu i muszę przyznać się, że bardzo dobrze mi to zrobiło.

Źródła:
  • J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie, 2016
  • Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych

4 comments

  1. Mogę się domyślać ile stresu kosztowała Cię ta sprawa, tym bardziej, że przekonałaś się jak łatwo ludzie potrafią osądzać. I myślę/ czuję, że bardziej musiała Cię zaboleć nienawiść i fałsz z jakim się spotkałaś, niż sam fakt posądzenia o rzekomy plagiat. Najważniejsze to być pewnym swego i nie dać się zakrzyczeć, dlatego życzę Ci powodzenia i dalszej owocnej pracy na blogu, po prostu rób swoje, a znajdą się ludzie, którzy zawsze Cię wesprą w trudnych sytuacjach.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Tak, chociaż istnieją dużo ważniejsze sprawy w życiu, było to dla mnie stresem, tym bardziej, że spotkałam się z taką sytuacją po raz pierwszy i to na samym początku mojej przygody z blogowaniem. W ogóle się tego nie spodziewałam. Dziękuję Ci za miłe słowa. 😊 Pozdrawiam

    Polubienie

  3. Dobry tekst! Myślę, że już samo pisanie przez Ciebie o tym świadczy, że nie popełniłaś żadnego plagiatu, bo człowiek, który czułby się winny siedziałby cicho. Nie przejmuj się zawistnymi ludźmi, idź do przodu i rób swoje! Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s