Zjawisko szoku kulturowego. Co może szokować po przyjeździe do Hiszpanii?

Szok kulturowy to reakcja na zmianę środowiska. Jest to jeden z etapów adaptacji kulturowej, przez który przechodzi się podczas pobytu w obcym kraju. Zjawiska tego możemy doświadczyć na skutek zderzenia z odmienną kulturą. W wyniku kontaktu z nieznanymi do tej pory zwyczajami, w człowieku może narastać napięcie, uczucie dezorientacji oraz silny stres. Szok kulturowy w niektórych przypadkach może powodować nawet problemy zdrowotne. A jak zachowuje się człowiek, którego dopadł owy szok? Wychwala on i wywyższa swoją kulturę oraz kraj rodzinny, krytykuje zwyczaje kraju, do którego wyjechał, dokonuje oceny danego narodu i jego kultury. Nowa emigracyjna rzeczywistość wydaje mu się zła i obca. Mocno pragnie powrotu do ojczyzny – do tego, co jest mu znane, brzydząc się wręcz tym, co go otacza i mając do tego wrogi stosunek. Po tzw. miesiącu miodowym, który stanowi pierwszą fazę adaptacji kulturowej, kiedy fascynujemy się tym, co nowe i wszystko wydaje się nam pozytywne, przychodzi pewnego rodzaju otrzeźwienie. Następuje zderzenie z rzeczywistością. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że w nowym miejscu nie wszystko jest kolorowe, dają o sobie znać problemy, ludzie już nie wydają nam się tacy mili. Szok kulturowy nie trwa wiecznie. Przechodzi. W mniejszym lub większym stopniu dotyka podobno niemal każdego, kto zmienia swoje środowisko. Istnieje również zjawisko powrotnego szoku kulturowego, kiedy po dłuższym obcowaniu z daną kulturą, wracamy do rodzinnego kraju i możemy zmierzyć się z trudnościami readaptacyjnymi.

Czy w Hiszpanii można przejść przez szok kulturowy?

Na pewno. Czy ja go doświadczyłam? Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że ten etap mnie ominął. Zacznijmy od tego, czy Hiszpania w ogóle może szokować? Zależy to przede wszystkim od punktu widzenia każdego z nas. Ludzie są bardzo różni, jak i różnie reagują na zmiany otoczenia. Im większe różnice kulturowe, tym większy szok kulturowy i silniejsze reakcje stresowe. Moim zdaniem, między Hiszpanami a Polakami nie ma jakichś ogromnych różnic kulturowych, które mogłyby szokować. Jest to jednak moja osobista opinia.

Owszem, istnieją pewne zwyczaje, do których trudno było mi się przyzwyczaić, ale nie nazwałabym tego szokiem kulturowym. Przychodzi mi w tym momencie na myśl zwracanie się, zwłaszcza do moich teściów na „Ty”. Przez długi czas nie mogło mi to przejść przez gardło. Teraz już jest czymś naturalnym. Ale czy wiązałabym to z szokiem kulturowym? Zdecydowanie nie.

Dlaczego szok kulturowy w tym kraju był mi obcy?

Może w jego uniknięciu pomogła mi znajomość języka hiszpańskiego? I to, że uwielbiam ten język. Oczywiście na początku porozumiewanie się w nim budziło we mnie stres, a przede wszystkim moją zmorą były rozmowy telefoniczne. Jednak stresu związanego z posługiwaniem się w języku obcym dalej nie łączyłabym z szokiem kulturowym.

Nie oznacza również, że wszystkie hiszpańskie zwyczaje mi odpowiadają. Jeżeli coś mi nie pasuje, jeśli tylko mogę, po prostu się z tym nie utożsamiam. Co mam na myśli? Nie podoba mi się na przykład, że odwiedzający mnie Hiszpanie nie zdejmują butów po przekroczeniu progu? Tak, to Polaków trochę dziwi i mogą odbierać to jako brak wychowania. Tutaj uważane jest za coś normalnego. Co mogę zrobić? Oczywiście nie oceniam, niech robią, co chcą, ale do mojego domu wprowadzam własne zasady i z uśmiechem oświadczam, że w moim mieszkaniu panuje inny zwyczaj i buty się zdejmuje. Nawet mój mąż już się tego nauczył. Jeszcze nikt nie odebrał tego źle, a przynajmniej nie dano mi tego odczuć. 😉

Dzieci w Hiszpanii w lecie spędzają czas do późna na dworze, co również może być źle odbierane przez Polaków. Tylko kiedy mają wychodzić, jak w dzień lejący się żar z nieba jest nie do wytrzymania? I komu w ogóle to przeszkadza? Moich dzieci to jednak nie dotyczy. Niezależnie od pory roku, w łóżkach są już o 21.00. Przecież matka musi odpocząć. Po tym, jaki los potrafią czasem zgotować mi w dzień, nie wyobrażam sobie siedzenia z nimi do północy. Nie oceniam natomiast innych rodziców, ani oni mnie. Każdy żyje, jak chce.

Bezstresowe wychowywanie dzieci w Hiszpanii. Sposób wychowywania dzieci w Hiszpanii różni się od tego, do którego przywykliśmy w Polsce. Większość rodziców ma bardzo luźne podejście do dzieci. Mi to nie przeszkadza. No bo niby w czym? Nie wnikam w to. Sama wychowuję dzieci według moich własnych zasad, nie patrząc na życie innych, a tym bardziej nie analizując go.

Za polską kuchnią nie tęsknię, ponieważ uwielbiam hiszpańskie jedzenie, a poza tym prawie wszystko,co polskie, mogę przyrządzić tutaj sama.

Co jeszcze może dziwić w Hiszpanii?

Całowanie się z nieznajomymi.
Jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało, chodzi o sytuację, w której poznajemy nową osobę. Normą na powitanie są dwa całusy w oba policzki. Mi osobiście nigdy jakoś specjalnie nie przeszkadzał ten zwyczaj, a jeśli Wam tak, to teraz w czasie pandemii uległo to zmianie. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji.

Bezpośredniość i bardzo rzadkie używanie form „Pan” i „Pani”.
Jak wspomniałam wcześniej, do tego nie mogłam się na początku przyzwyczaić. Z młodymi osobami nie miałam oczywiście najmniejszego problemu, ale do teściów przez długi czas próbowałam zwracać się bezosobowo. Ani nie pasowało mi powiedzieć „Usted”(Pan, Pani), ani „Tú”(Ty). Teraz mówię na „Ty” i jest to całkowicie normalne i już nie czuję się z tym dziwnie. Chyba jest to kwestia przyzwyczajenia.

Czas sjesty i godziny pracy mogą być uciążliwe.
Wielu ludzi pracuje na przykład od 9.00 do 14.00. Następnie mają dwugodzinną przerwę, po czym na 16.00 muszą spowrotem stawić się w pracy, gdzie spędzają czas aż do 19.00.

Późne hiszpańskie kolacje.
Hiszpanie jedzą kolację między 21.00 a 22.00. Trudno się do tego dostosować, ponieważ w Polsce je się o wiele wcześniej. Również wszystko zależy od sytuacji. Nie stanowi to żadnego problemu, jeśli jesteśmy we własnym domu.

Hiszpańska kuchnia.
Nie wszystkim będzie smakować hiszpańskie jedzenie. Wielu Polaków szokują np. owoce morza na talerzach.

Dużo ludzi narzeka na niepunktualność Hiszpanów.
Według mnie jest to trochę mit. Na pewno zależy od człowieka i danej sytuacji. Faktem natomiast jest, że Hiszpanowi nigdzie się nie spieszy, todo es mañana (wszystko jest jutro) i to ich tranquilo, que no pasa nada (spokojnie, nic się nie dzieje)… No cóż, tacy są. Dla jednych będzie to wada, dla innych zaleta.

Większość Hiszpanów nie mówi po angielsku.
Aby normalnie funkcjonować w Hiszpanii, moim zdaniem musisz znać hiszpański przynajmniej na poziomie podstawowym. Rzadko zdarza się, aby przy załatwianiu jakichkolwiek spraw, ktoś porozumiewał się po angielsku. Podstawą przy poszukiwaniu pracy jest również hiszpański. A jak znasz choć trochę ten język, (zależy pewnie od predyspozycji), ale na pewno łatwiej i szybciej opanujesz go podczas codziennego życia w tym kraju. Nie będziesz miał po prostu innego wyjścia.

Spędzanie Świąt Wielkanocnych na plaży.
Jest to oczywiście przykład. Nie musi być to plaża. Jak Święta Bożego Narodzenia Hiszpanie spędzają w gronie rodzinnym, tak w Wielkanoc nie mają zwyczaju święcić jajek w kościele, ani spotykać się przy świątecznym śniadaniu. Wykorzystują okazję kilku dni wolnego i wyjeżdżają, aby odpocząć.

Polaków może szokować także nagość na hiszpańskich plażach.
Kobiety opalają się topless i jest to tutaj normą. Mnie to nie dziwi i nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, ani odrażającego. A wyobrażacie sobie taki widok nad polskim morzem? Na samą myśl już widzę te spojrzenia…

Dlaczego szok kulturowy mnie nie dotyczy?

Od samego początku odpowiadał mi styl życia Hiszpanów. Wśród ich otwartości i tolerancyjności jakoś łatwiej mi się żyje. To właśnie tutaj mogę odpocząć od polskiej nerwowości i wrzucić na „hiszpański luz”. Oczywiście moje początki w tym kraju nie należą do najłatwiejszych i moje życie nie zawsze było tutaj kolorowe. W pierwszych miesiącach po przeprowadzce mocno dawała się we znaki tęsknota, natomiast nie miało to nic wspólnego z szokiem kulturowym i było dalekie temu zjawisku. Nigdy nadmiernie nie analizowałam hiszpańskiej kultury. Akceptowałam ją taką, jaka jest. Wiadomo przecież, że co kraj to obyczaj i nigdzie nie będzie tak samo, jak w Polsce. Z tego względu nie porównywałam obydwu narodów i kultur (oczywiście mam na myśli porównania mające na celu wywyższanie mojego rodzinnego kraju). Nie oceniałam. Po prostu żyłam, wtapiając się każdego dnia w hiszpańską codzienność i nie rozmyślałam za bardzo.

A u Was jak to wyglądało? Doświadczyliście w jakiś sposób szoku kulturowego? Co najbardziej zaskoczyło Was w kraju, w którym mieszkacie?

Jeśli podoba Ci się mój blog, polub mnie na Facebooku ⬇️https://www.facebook.com/matkapolkawhiszpanii

7 comments

  1. Zacytowany poniżej fragment nie ma w sobie logicznej spójności. Jest sprzeczność. W pierwszej części mówi Pani o negatywnym odczuciu po przyjeździe a w drugiej części o miesiącu miodowym po przyjeździe a po którym następuje otrzeźwienie. Gdzie tu logika?
    „A jak zachowuje się człowiek, którego dopadł owy szok? Wychwala on i wywyższa swoją kulturę oraz kraj rodzinny, krytykuje zwyczaje kraju, do którego wyjechał, dokonuje oceny danego narodu i jego kultury. Nowa emigracyjna rzeczywistość wydaje mu się zła i obca. Mocno pragnie powrotu do ojczyzny – do tego, co jest mu znane, brzydząc się wręcz tym, co go otacza i mając do tego wrogi stosunek. Po tzw. miesiącu miodowym, który stanowi pierwszą fazę adaptacji kulturowej, kiedy fascynujemy się tym, co nowe i wszystko wydaje się nam pozytywne, przychodzi pewnego rodzaju otrzeźwienie. Następuje zderzenie z rzeczywistością. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że w nowym miejscu nie wszystko jest kolorowe, dają o sobie znać problemy, ludzie już nie wydają nam się tacy mili.”

    Polubienie

    • Na początku artykułu tłumaczę czym w ogóle jest szok kulturowy. Istnieje kilka etapów adaptacji kulturowej (miesiąc miodowy, szok kulturowy, ożywienie, dopasowanie). Nie było moim celem opisywanie wszystkich etapów. W artykule chciałam skupić się na zjawisku szoku kulturowego samego w sobie. W drugiej części artykułu zaznaczam, że po pierwszej fazie adaptacji kulturowej, jakim jest miesiąc miodowy, przychodzi etap szoku kulturowego.

      Polubienie

  2. Kolejna alogika. To znaczy od 9 do 14 mają przerwę? Bo napisane jest: W tym czasie…
    „Wielu ludzi pracuje na przykład od 9.00 do 14.00. W tym czasie mają dwugodzinną przerwę, po czym na 16.00 muszą spowrotem stawić się w pracy, gdzie spędzają czas aż do 19.00.”

    Polubienie

  3. Ma Pani trafne, lecz bardzo banalne spostrzeżenia. Takie rzeczy jakie Pani opisuje w multi kulturowym i otwartym świecie szokują już chyba tylko ludzi którzy najdalej ze swojej wioski wyjechali do miasta powiatowego

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s