Emigracja oczami matki i żony Hiszpana

Chyba każdy z nas, przed wyjazdem do innego kraju miał takie same wątpliwości. Obawa o pozostawienie rodziny w Polsce i przerażenie z powodu braku pomocy ze strony bliskich to główne dylematy emigrantów. Do tego dochodzi jeszcze niepewność, czy zaadoptujemy się w nowym miejscu, towarzysząca nam na początku bariera językowa oraz mieszane uczucia związane z założeniem rodziny w obcym kraju. Pozwól, że przybliżę Ci trochę mojej emigracyjnej historii i jak postrzegam to wszystko teraz, po ponad trzyletnim pobycie w Hiszpanii.

Kiedy przeprowadziłam się tutaj, miałam tylko jedno dziecko, rocznego wtedy syna. Chociaż jestem miłośniczką Hiszpanii, na początku było mi bardzo ciężko zaadoptować się do nowej sytuacji. Nie dało się nie odczuć tęsknoty za Polską. To chyba naturalne. A może wynika to z przyzwyczajenia i obawy przed tym, co nowe?

Moje początki w tym kraju nie były łatwe. Chociaż nie miałam problemu z porozumiewaniem się w innym języku, musiało minąć trochę czasu, abym mogła powiedzieć z pełnym przekonaniem, że Hiszpania to mój dom. Były dni, kiedy z moich oczu płynęły łzy i pragnęłam powrotu do Polski, a od wewnątrz rozdzierała mnie nostalgia. I jest jeszcze jedna rzecz. Macierzyństwo na emigracji to nie to samo, co macierzyństwo we własnej ojczyźnie. Myślę, że sama podświadoma myśl, że nie mogę liczyć na pomoc ze strony mojej rodziny i czasami muszę być zdana tylko i wyłącznie na siebie, wpływała na moją psychikę i wywoływała u mnie ogromny stres. Jednak z biegiem czasu uodporniłam się i zmieniło się moje myślenie. Teraz, mając dwoje dzieci, skupiam się bardziej na swojej rodzinie i tęsknota za bliskimi w Polsce już mi nie doskwiera, jak na początku. Oczywiście, tak jak każdy, chciałabym mieć rodzinę blisko siebie, natomiast jej brak nie przeszkadza mi już w codziennym życiu. Owszem, wspaniale byłoby wpaść do mamy lub siostry na kawę, czy spotkać się razem przy niedzielnym obiedzie. Ubolewam też, że moje dzieci mają tak rzadki kontakt z dziećmi mojej siostry. Pomimo tego, w pełni zaakceptowałam, że do Polski na stałe nie wrócę. Chociaż, kto wie! Życie nie przestaje mnie wciąż zaskakiwać.

Nie muszę chyba wspominać, że bycie mamą dwójki dzieci w wieku 2 i 4 lat nie należy do najłatwiejszych. Staje się jeszcze o wiele trudniejsze, kiedy nie masz możliwości zostawić dzieci z dziadkami, w przypadku gdy tego bardzo potrzebujesz. Moi teściowie mieszkają 250 km stąd, więc na ich pomoc również nie mogę liczyć. Zmusza mnie to zawsze do szukania innych rozwiązań, co nie zawsze bywa proste. Z perspektywy czasu, mogę jednak powiedzieć, że żyjąc na emigracji stałam się silniejsza psychicznie. Przeprowadzka do Hiszpanii to jedno z moich najlepszych życiowych doświadczeń. W jakimś sensie wzmocniło mnie i dużo nauczyło. Dzięki temu, że czasami muszę liczyć tylko na siebie, nauczyłam się radzić sobie w nowych sytuacjach. Owszem, miewam złe dni, w których dzieci doprowadzają mnie do ostateczności, a moje zmęczenie sięga zenitu, ale są też chwile, w których jestem z siebie dumna, że mimo trudności, świetnie sobie radzę.

Czy słyszeliście o oknie tolerancji, które posiada każdy z nas?
Reprezentuje ono zakres intensywności emocjonalnej, której doświadcza każdy człowiek. W zakresie tym, czyli w środku okna, czujemy się bezpiecznie i możemy cieszyć się życiem. Czasem jednak, pod wpływem osobistych doświadczeń oraz trudności, z jakimi przychodzi nam się zmierzyć, okno to zamyka się, a my stajemy się bardziej pasywni i wycofani. Bywa także, że jest z nami jeszcze gorzej i znajdujemy się poza tym oknem.
Czasami nasze emocje mogą przytłoczyć nas z różnych powodów, nie tylko podczas życia na emigracji. Ja przeszłam przez wszystkie stany związane z oknem tolerancji. W najlepszych momentach mojego życia w Hiszpanii, znajdowałam się w środku okna. Byłam wtedy pełna sił i energii. Bywały dni, kiedy czułam się tak przytłoczona, zarówno emigracją, jak i trudami macierzyństwa, że najchętniej z rana nie wstawałabym z łóżka. Moje okno pozostawało wtedy zamknięte. W najgorszych chwilach, kiedy samotność i stres związany z macierzyństwem na emigracji osiągały apogeum i dawały mi ostro się we znaki, znajdowałam się poza oknem. Jednak zawsze udawało mi się odbić od dna i spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy, co pozwoliło mi otworzyć moje okno, aby móc na nowo cieszyć się życiem tu i teraz.
Emigracja uczyniła mnie silniejszą. Co mnie nie zabiło, wzmocniło mnie. Może jestem dziwna, ale nie tęsknię już za Polską. Czuję, że jestem w odpowiednim miejscu.

Nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Jedni będą potrzebowali więcej czasu na adaptację w nowym miejscu, inni mniej. Nie każdy odnajdzie się na emigracji i będzie potrafił sprostać temu wyzwaniu. Istnieją też najprzeróżniejsze powody, dla których decydujemy się na emigrację i nie można porównywać każdego przypadku. Mi jest o tyle łatwiej, ponieważ kocham Hiszpanię i życie w tym kraju jest spełnieniem mojego największego marzenia. Jednak nie wszyscy są w jednakowej sytuacji. Nie każdy musi pałać miłością do kraju, w którym żyje i w takim przypadku może być trudniej przystosować się do zmiany. Myślę, że zawsze jednak mamy wybór. I nie chodzi mi o to, żeby spakować walizki i ot tak, zadecydować o powrocie do Polski, bo wiem, że nawet, gdy tego bardzo pragniemy, nie zawsze jest łatwo to zrobić. Tym bardziej, kiedy mamy tutaj własną rodzinę. Emigracja, tak jak wszystko, ma swoje dobre i złe strony, ale czy życie w Polsce nie posiada wad? Każdy z Was ma własne zdanie na temat tych spraw. Każdy przypadek jest indywidualny.

W tym tekście przedstawiłam emigrację widzianą oczami jednej z Polek, matki dwójki dzieci i żony Hiszpana. Jak wcześniej pisałam, przechodziłam przez różne chwile. Życie z dala od ojczystej ziemi nie zawsze jest usłane różami, ale przychodzi taki moment, kiedy patrzysz wstecz i jesteś z siebie dumny, że udało Ci się sprostać emigracji, która, nie oszukujmy się, jest jednym z trudniejszych życiowych wyzwań.

Masz wybór. Ja też go mam. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Jeśli chcesz coś zmienić, zrób to. Jesteś szczęśliwy na emigracji? To dobrze. Pragniesz powrotu do Polski i Twoja sytuacja Ci na to pozwala? Pakuj walizki. Chcesz wrócić, ale nie możesz? Zmień myślenie. Możesz narzekać i każdej nocy płakać w poduszkę, snując marzenia o powrocie do Polski. Możesz również potraktować emigrację jako lekcję życia i wyciągnąć z niej wiele pozytywnych stron. Ja wybrałam to drugie. A Ty?

4 comments

  1. Piekne. Jestem na emigracji w Hiszpani od roku nie ma innego miejsca na ziemi gdzie chciałabym zyc. To mój kawałek raju. W pierwszym miesiącu przytłoczyła mnie tu biurokracja, maja czas na wszystko. Z meldunkiem chcieli bym czekała miesiąc ale moj partner poprosił o spotkanie w punkcie informacji i po paru szczerych uśmiechach byłam zameldowana w tym samym dniu. Kolejna przeszkoda city Previa o staranie się o wydanie numeru NIE, MATKO BOSKO….. To było dopiero wyzwanie. Praca była ale numeru identyfikacji nie. Przeszlam gehennę z komisariatu na komisariat w ostateczności do ambasady. Absurd kazali czekać trzy miesiące. Dobrze ze jest ten internet i ze siedząc na plazy wyszukujesz wolnego terminu spotkania. Jest udało się w pierwszym tygodniu ale nie ukrywam ze siły na biurokracje w hiszpani mi opadły. Ale…. plaża, ludzie, kultura mentalności to najpiękniejsze co w zyciu spotkałam. Dla hiszpanów nie ma znaczenia czy jesteś z Polski, Rumuni, Maroka czy skas indziej , nie ma znaczenia czy jestes ze strefy LGBT czy nie traktują cie jak swojego. Pierwsza praca pierwszy sukces, super szefowa super praca super pracownicy, praca do której chcesz wracać i jak kończysz to jest Ci mało. Polecam. Polecam z czystym sercem Hiszpanie, Barcelona- Badalona moj raj na ziemi. Ściskam gorąco.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ciesz sie kochana ze teraz jest internet. Za moich czasow byla karta do tel stacionarnago za 5 euro i 300 minut do przegadania😂. Nigdy nie mow nigdy. Spedzilam 15 lat w Es i wrocilam . Tez bylo ciezko przestawic sie spowrotem. Saludos

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja wychowywałam dziecko w Peru. Borykałam się z dziurami w ścianach, groźnymi nerwowymi psami wałęsającymi się po ulicach, trzęsieniami ziemi i gigantycznymi różnicami kulturowymi, dotyczącymi wychowywania dziecka. Zapraszam do przeczytania mojej książki „Jak zostałam peruwiańską żoną” https://miaslowik.com/o-ksiazce/

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s