Ciąża w Hiszpanii a ciąża w Polsce – moja historia

Ciąża w Polsce

Pierwsze dziecko urodziłam 5 lat temu w Polsce. Miałam chyba pecha, bo trafiłam na beznadziejnych lekarzy. Z tego powodu raz zmieniałam ginekologa, ale następny wcale nie okazał się lepszy. Później już się poddałam i nie miałam ochoty iść do kolejnego. Mam wrażenie, że polscy lekarze niepotrzebnie stresują kobiety w ciąży, tym bardziej jeśli po raz pierwszy zostajesz mamą. Przynajmniej ja doświadczyłam tego na własnej skórze.

Pamiętam, jak robiąc badania krwi na początku ciąży, wyszła mi zawyżona glukoza na czczo. Była ona za wysoka według mojego ginekologa, bo tak naprawdę mieściła się w normie. Od razu wysłano mnie na badanie krzywej cukrowej. W jednym parametrze wynik wyszedł zawyżony. Skierowano mnie do diabetologa, który stwierdził, że nic się nie dzieje i zlecił wykonać to badanie w zaleconym dla kobiet w ciąży czasie, czyli w 6 miesiącu. Tak też zrobiłam i wyniki wyszły prawidłowe. Mój ginekolog jednak zawsze wracał do starego wyniku, bezpodstawnie się na nim opierając. Od diabetologa dostałam gratisowo glukometr, którym miałam PROFILAKTYCZNIE mierzyć cukry.

Gdybym mogła cofnąć czas, po raz drugi bym tego nie robiła. Niepotrzebnie się tylko stresowałam. Kiedy pod koniec ciąży, na którejś wizycie, zobaczył nieco podwyższone cukry po śniadaniu, zalecił mi wstrzykiwanie insuliny, nie tłumacząc praktycznie nic, jak to się robi itd. Wiedziałam, że ma coś nie po kolei w głowie. Nie dałam sobie wmówić cukrzycy ciążowej. Dla świętego spokoju, wybrałam się do innego diabetologa, który uspokoił mnie i powiedział, że poprzedni lekarz bardzo pochopnie stwierdził cukrzycę ciążową, bo jej nie diagnozuje się na podstawie wyników z glukometru, a badanie laboratoryjne nie wskazuje na chorobę. Poza tym stwierdził, że tamten nie miał racji, bo moje cukry po śniadaniu nie są wcale wysokie.

I jak tu nie zwariować? Czasami zastanawiam się, po co w ogóle chodziłam na wizyty do diabetologa. Była to jednak moja pierwsza ciąża i tak namieszano mi w głowie, że już nie wiedziałam komu wierzyć.

Oprócz odwiedzania diabetologa, chodziłam również do endokrynologa, ponieważ twierdzono, że moje TSH (hormon produkowany przez przysadkę mózgową) jest za wysokie jak na ciążę. Musiałam brać tabletki i co miesiąc robić badania. W Hiszpanii, przy takim samym wyniku TSH, nikt mi nie powiedział, że coś jest nie tak i nie brałam żadnych leków. Mało tego, w polskim szpitalu, w karcie infomacyjnej wpisano: Ciąża powikłana niedoczynnością tarczycy. Choroby tej nie mam i nigdy nie miałam. 😳

Kolejnym problemem, z którym przyszło mi się zmierzyć, było to, że nie przyjęto mnie do szpitala, argumentując to tym, że rzekomo nie ma miejsc, co później okazało się nieprawdą. Trafiłam na tak beznadziejnego lekarza, że po prostu szkoda słów. Nie chciało mu się pracować w nocy i robić sobie aż tyle zachodu, przyjmując mnie do szpitala. Czułam się, jakbym mu przeszkadzała. Zaproponował mi, że może zamówić karetkę, która zawiezie mnie do szpitala w innym mieście. Odmówiłam, bo chciałam rodzić akurat tutaj. Nie dałam za wygraną. Następnego dnia wróciłam spowrotem. Inny ginekolog już przyjął mnie bez żadnego problemu i był wielce zdziwiony, że poprzedni tak postąpił, bo okazało się, że w szpitalu wcale nie brakowało miejsc. Istny cyrk! 😱

Na drugi dzień, przyszedł na świat mój syn. Najlepiej z całego pobytu w polskim szpitalu wspominam poród. Akurat porodówka, w której rodziłam ma dobrą opinię, co już nie można powiedzieć o oddziale noworodkowym. Nigdy nie zapomnę tych niemiłych komentarzy z ust niektórych położnych. Pamiętam, jak marzyłam tylko o tym, żeby wrócić do domu.

Ciąża w Hiszpanii

Moja druga ciąża w Hiszpanii przebiegła o wiele lepiej, spokojniej, i co najważniejsze – bezstresowo. Nie miałam tutaj takich problemów, jak w Polsce. Hiszpańscy lekarze mają bardzo zdrowe podejście do ciąży. Nie stresują kobiet, nie zlecają niepotrzebnych badań i przede wszystkim nie sieją paniki, kiedy nic się nie dzieje. Gdy z ciążą jest wszystko w porządku, badanie krwi wykonuje się co 3 miesiące. Z tego, co pamiętam, w Polsce – co miesiąc.

Tutaj, badanie krzywej cukrowej przebiega też trochę inaczej. Najpierw trzeba wypić 50g glukozy, i po godzinie mierzony jest cukier we krwi. W przypadku, gdy wynik wychodzi nieprawidłowo, trzeba wykonać bardziej rozszerzone badanie, czyli wypić 100g glukozy. W Polsce, roztwór glukozy przygotowywano na miejscu i można było dodać do niego sok z cytryny. W Hiszpanii piłam gotową glukozę prosto z buteleczki. Wynik z 50g wyszedł mi lekko zawyżony. Skierowano mnie więc na kolejne badanie, które wyszło idealnie. Temat zakończono. Cukrzycy ciążowej sie stwierdzono. Nikt już do tego nie wracał.

Z porodem w Hiszpanii mam trochę mieszane uczucia. Rodziłam w publicznym szpitalu w Ourense. Przyjęto mnie do szpitala ze skurczami, następnie leżałam w jednej z sal, gdzie byłam podłączona do KTG. Co mnie zaskoczyło, położne nie wykonywały co chwilę badania rozwarcia, tak jak to było w Polsce. Oczywiście przy przyjęciu do szpitala, to zrobiły. Później, już nie. Pamiętam, że powiedziano mi, że tętno mojej córki jest nieco wysokie i przebijano mi pęcherz płodowy, aby upewnić się, że wody płodowe mają odpowiedni kolor. Na szczęście, wszystko było w porządku. Córka chyba nie mogła się doczekać, aż pojawi się na świecie, stąd ten zawyżony puls. 🙂

KTG nie wskazywało na to, że zaraz nastąpi poród. W momencie, kiedy już poczułam te potworne bóle, powiedziałam Felixowi, żeby zawołał położną. Ta była w wielkim szoku, że już rodzę. Nawet nie zdążono mnie przenieść na porodówkę. Było mi to jednak w tamtej chwili obojętne. Chciałam po prostu już mieć to wszystko za sobą. Myślę, że położne nie spodziewały się tego, że tak szybko nastąpi poród. Z drugiej jednak strony, nie rozumiem dlaczego badanie rozwarcia zostało pominięte i przyszło mi rodzić w sali z KTG, a nie na porodówce. Ale w sumie co to za różnica? Na korytarzu przecież nie rodziłam. 😂

Pobyt w hiszpańskim szpitalu był krótki, bo trwał tylko 2 dni. Atmosfera była bardzo pozytywna. Nikt nie zwracał się do mnie po chamsku tak, jak miało to miejsce w polskim szpitalu. Cały personel był bardzo życzliwy i pomocny. Felix mógł być ze mną cały czas, nawet w nocy. W Polsce nie było takiej opcji. Oczywiście przy porodzie ze mną był, ale później musiał dostosować się do wyznaczonych godzin odwiedzin.

W Hiszpanii, ojców nowonarodzonych dzieci, godziny wizyt w szpitalu nie obowiązują. Jest oczywiste, że Twój partner może być cały czas przy Tobie. I tak właśnie powinno być. Nawet teraz, w czasie Covid-19 nie uległo to zmianie. Z tego co wiem, zabronione są tylko wizyty innych osób.

Kolejna różnica, jaka przychodzi mi do głowy jest to, że w Hiszpanii można bez problemu rodzić ze znieczuleniem zewnątrzoponowym. W Polsce (przynajmniej w szpitalu, w którym rodziłam) nie było takiej możliwości.

W Hiszpanii podczas ciąży szczepiłam się również przeciw krztuścowi. Było to jednak nieobowiązkowe, ale zalecane. W Polsce nikt takiego szczepienia mi nie proponował.

Podsumowanie

Z pełnym przekonaniem, w oparciu o moje doświadczenie, przyznaję, że więcej plusów w kwestii prowadzenia ciąży, jak i pobytu w szpitalu (z pominięciem tego małego minusa przy porodzie) zdobywa Hiszpania. Wiadomo, wszystko ma swoje wady i zalety, i nic na tym świecie nie jest idealne. Na poród w sali z KTG, a nie na porodówce, przymykam oko, ponieważ większość zalet, które wymieniłam, pokrywają tę małą wadę. Zaznaczam, że jest to moja osobista historia i nie mam na celu przedstawiania Hiszpanii pod tym względem w samych superlatywach. Tak po prostu było w moim przypadku, a każda kobieta ma własne, i na pewno inne doświadczenie.

A Wy jakie macie wspomnienia z tak wyjątkowego czasu, jakim jest ciąża?
Czy w Polsce też doświadczyłyście podobnych problemów, czy tylko ja trafiłam na takich lekarzy?

Zapraszam Cię również na mój fanpage na FB i Instagram

8 comments

  1. Pierwszy!

    a tak na poważnie, przechodzimy z żoną teraz przez ciąże w Hiszpanii w dobie koronawirusa. Dziękujemy bardzo za artykuł – zawsze warto jest przeczytac kolejną opinię.
    Co nas zaskoczyło:
    1. Jak do tej pory największym problemem było, że żona w 6 miesiącu przytyła 3 kg od początku ciąży. Została nam zwrócona uwaga, że to za dużo. Co ciekawe w Polsce jest podejście „jedz, jedz i jedz, bo dziecko potrzebuje i niczym się nie przejmuj”.
    2. Bardzo luźne i spokojne podejście – przykład: na początku ciąży wykryto krew w moczu. Był problem z konsultacją, ponieważ wtedy był początek kwarantanny, więc skontaktowaliśmy się z polską placówką – oczywiście, odpowiedź, że dzieje się coś złego, proszę jak najszybciej iść do lekarza itp. w Hiszpanii nas wyśmiali i powiedzieli, że todo bien, bo to na początku ciąży normalne.
    3. Szkoła rodzenia – żona nie ma kiedy taczki załadować – zajęcia po 2, 3 razy w tygodniu przez miesiąc, ale pod koniec ciaży. W pakiecie baseny, ćiwczenia i wykłady. Wszystko za free. W Polsce mam wrażenie, że szkoła trwa jakoś baardzo dlugo.
    4. Baaaaardzo duża życzliwość! Oni sie na prawdę cieszą, że dziecko rośnie i się rozwija. Pielegniarka za każdym razem rozczula się i wręcz krzyczy „que bonita” jak zobaczy obraz na USG. Gabinet ginekologa obrasta w tablice ze zdjęciami dzieci, które monitorował. Na prawdę z takim poziomem życzliwości się nie spotkałem i da się to odczuć.
    5. Zwolnienia i recepty – jest to po prostu karta wyrwana z zeszytu z podpisem lekarza, czasem nie ma nawet daty. U nas w Polsce każdy by nas z takim „świstkiem” pogonił.

    Niestety (albo stety) nie mamy porównania jak to jest w Polsce, ale w Hiszpanii czujemy się zadbani i bardzo dobrze prowadzeni.
    Poród jeszcze przed nami, ale jesteśmy bardzo dobrej myśli!

    Polubione przez 1 osoba

    • To ja dziękuję za podzielenie się Waszym doświadczeniem 🙂

      Ja również odniosłam wrażenie spokojnego i luźnego podejścia i przede wszystkim życzliwości, z którą niestety nie spotkałam się w Polsce. Wydaje mi się, że 3kg w 6 miesiącu od początku ciąży to mało. Aż sprawdziłam w mojej karcie ciąży. Ja w 6 miesiącu ważyłam 6kg więcej, niż na początku ciąży! Pamiętam, że też zwrócono mi uwagę, ale później już nie tyłam w takim tempie i nie było żadnego problemu 😉

      Życzę wszystkiego dobrego oraz szczęśliwego i lekkiego porodu! Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  2. Z tym stresowaniem kobiet w ciąży w Polsce niestety muszę się zgodzić. Sama jestem w 9 miesiącu i mam za sobą jeden pobyt w szpitalu, który chyba niekoniecznie był niezbędny. Mój lekarz akurat nie należy do takich co wyszukują problemy, ale znam przypadki gdzie kobiety są kierowane do szpitala po kilka razy w ciągu całej ciąży, po czym po kolejnych badaniach okazuje się, że wszystko jest w porządku. No i to co w tej chwili chyba jest najbardziej dotkliwe, to można zapomnieć o obecności męża przy porodzie czy później na oddziale. Z tego co wiem nieliczne szpitale w Polsce pozwalają aktualnie na porody rodzinne, ale w naszej okolicy takiego nie ma 🙁

    Polubione przez 1 osoba

    • Na pewno jest to dotkliwe. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby mojego męża miało nie być przy porodzie i miałabym być zupełnie sama 😦

      Pozdrawiam i życzę szczęśliwego rozwiązania 🙂

      Polubienie

  3. Biorąc pod uwagę nagonki medialne na lekarzy z powodu zawinionych a często niezawinionych powikłań, wcale nie dziwi mnie, że z bzdetami kierują do szpitala czy specjalisty. Poza tym radził bym być odrobinę ostrożniejszym w porównywaniu przebiegu ciąży. 😉

    Polubienie

  4. Pierwszą ciążę przeszłam w Polsce i jak widzę podejście do przyszłych matek się zmieniło. Rodziłam w latach osiemdziesiątych i trafiłam na lekarza chyba po siedemdziesiątce, nie mniej do tej pory go pamiętam. Jak się zorientował ze mam sytuację stresującą w pracy bez zastanowienia dał mi zwolnienie i kazał odpoczywać. Jego słowa „ chcesz mieć łatwy poród to odpoczywaj, szanuj się”. W ósmym miesiącu ciąży kazał mojemu mężowi mnie wywieźć nad morze na miesiąc. Wylądowałam nad Bałtykiem z moim psem i z nogami w piasku bezpośrednio z mieszkania, takich lekarzy chyba już nie ma. Oczywiście po przyjeździe do szpitala przygotowanie na poród było skandaliczne nigdy więcej nie przeżyłam czegoś takiego nie mniej tego się nie wspomina. Rodziłam przy pomocy innego ginekologa, nie tego który mnie prowadził. Nie mniej wszyscy się stosowali do jego wskazówek bo mogły być jakiś tam powikłania. Pamięta się tylko to ze poród był bardzo łatwy i trwał z przygotowaniem, wjazdem windą na odział przejście przez przed porodówkę dokładnie 40 minut. Następne porody były na innym kontynencie, stosowałam się do zaleceń pierwszego lekarza w związku z czym były łatwe no i opieka szpitalna lekarzy i pielęgniarek zupełnie inna, serdeczność to była ich wykładnia.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s